Epizod jeszcze lepszy od poprzednika. Przerażający początek - podoba mi się, że zrezygnowano na razie z otwierania serialu romansowaniem Jacka i Kate. Bardzo podoba mi się retrospekcja z Clarie, jak dotąd najlepsza. Zwłaszcza intryguje to jasnowidzenie. W ogóle pomysł by poświęcić każdy odcinek innemu bohaterowi znalazł u mnie uznanie. Jest to mocna karta tego serialu. Na początku dostajemy bohaterów, o których nic nie wiemy, ten stan rzeczy niewiele zmieniają ich wspólne dialogi, a tu w każdym odcinku ze wspomnień dowiadujemy się czegoś nowego.
Sawyer coś się zmienia, bez żadnych dyskusji wyświadcza przysługę. Ciekawe co z tego wyniknie... Mam nadzieję, że nie zepsują tego bohatera.
Zakończenie wymiata! Jak to będę oglądał w takich godzinach to jeszcze nabawię się koszmarów...
Podsumowując - ten wczorajszy seans zupełnie zmienił moje obcowanie z LOST. To po prostu jeden wielki wzrost jakości. Zwracam honor wszystkim tym, którzy to wychwalali pod niebiosa. Po tych ośmiu odcinkach myślałem nawet, że będę pierwszym, który ten serial zjedzie, ale jak widać nic z tego. W każdym razie trochę późno się to wszystko rozkręciło i tak nagle. We wcześniejszych odcinkach wszystko było zupełnie inne, dżungla nie budziła nawet cienia strachu, a tu w jednym odcinku wszystko rozpętało się na dobre...
W tym odcinku mamy do czynienia z jednymi z najlepszych retrospekcji.
Odcinek jest niesamowity, i końcówka gdy Hurley podbiega do Jacka i mówi że jednego z rozbitow nie było w samolocie, po czym widzimy go z rządzą krwi w oczach patrzącego na Charliego i Claire
Ocena: 9/10
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach